Łukasz Zimnoch o sobie: Prosty synek s Pjekor. Wywiad z prezesem Stowarzyszenia "Wrazidlok"

Z jakiej dzielnicy Piekar Śląskich pochodzi,; z czym kojarzy mu się dzieciństwo; jaka jest najbardziej charakterystyczna, według niego, cecha Piekar; co można zrobić, by Piekary miały lepszy PR - o to, i wiele innych spraw pytamy Łukasza Zimnocha, prezesa Stowarzyszenia "Wrazidlok", rodem z Piekar Śląskich.

Łukasz Zimnoch

Wywiad z Łukaszem Zimnochem, Ślązakiem, Piekarzaninem, społecznikiem, prezesem Stowarzyszenia WRAZIDLOK

Pochodzi pan z Piekar Śląskich. W jakiej dzielnicy się pan urodził i wychował?
Pochodzę z samego centrum miasta, moja rodzina mieszkała na rogu ul. 22 Lipca i Damrota. Tam się urodziłem, tam się wychowałem, tam spędzałem wakacje, tam byłem żywiony. Niedługo po moim narodzeniu zamieszkaliśmy na piekarskim Osiedlu Wieczorka, tzw. Nowym. Dwa różne światy: familokowa familiarność kontra przemieszanie autochtonów z ludnością napływową, co niosło ze sobą nieustanne napięcia. Zawsze wolałem familok od bloków, zostało mi to do dziś.

Jakie ma pan najwcześniejsze wspomnienia z Piekar Śląskich? Czy dzieciństwo tam było szczęśliwe dla pana?
My, Ślązacy, nauczyliśmy się cieszyć, choć niebo burzowe bywało nad naszymi głowami. Miałem kochającą rodzinę, synkof s placu, coch s niymi szpiloł we fusbal, rubaszne, przaśne żarty moich wujków. Wychowały mnie trzy kobiety: mama Danuta, babcia Nyśka i Francka, czyli prababcia. Dziś widzę, że nie było lepszego miejsca, by się urodzić. Pierwsze wspomnienie? Moja babcia Nyśka i jej wspaniała kuchnia, zawsze mająca dla najstarszego wnuka jakiś przysmak: citronynszpajza, kołoce, lody robione ze śniegu, zisty, kranckuchy, rolady, szwalbynesty… długo by wymieniać. W tym samym czasie zaczął się mój płomienny romans z piłką nożną; dawne to czasy, na ulicach było mało aut, ale zapał do gry był zawsze. Zabawy, które zaczynały się po Teleranku, a kończyły się w świetle latarń ulicznych. Piękne i pamiętne to dla mnie czasy. Szkoła podstawowa i Osiedle tych dobrych wspomnień niosą zdecydowanie mniej.

Na ile to piekarskie podwórko ukształtowało w panu tę ciekawość Śląska i pasję do odkrywania regionalnego dziedzictwa, którą z taką energią kultywuje pan dziś?
Właściwie mogę powiedzieć, że w żadnym. Śląskość, jego historia, tożsamość, tradycja, język były negowane, sekowane, czy - jak powiedzielibyśmy dziś - gumkowane z przestrzeni publicznej. Komuniści nie znosili nas szczerze i głęboko; niszczyli naszą tożsamość wszelkimi metodami. Dziś widzę, że jedną z największych komunistycznych zbrodni było handlowanie Ślązakami za pożyczki z Efu. Właściwie pierwsze moje doświadczenia z opowieściami o historii Śląska związane są z kościołem. Ksiądz proboszcz z Bazyliki, Władysław Student, żartobliwie czasem nazywany Kustoszem, opowiadał o Sanktuarium, z którym splotło się całe moje życie. Będąc oazowiczem, mogłem posłuchać także księdza biskupa Zimonia, opowiadającego o katowickiej Katedrze. Kościół jako instytucja jest wzorcem dbałości o pamięć; nic się nie zmieniło pod tym względem do dziś. Śląska tożsamość i jej dwie ważne kolumny to religia i tradycje przemysłowe. O religii wspomniałem, z przemysłem - a właściwie mogę powiedzieć, że z górnictwem - mam związki i historyczne, a nawet poszedłbym krok dalej, bo mam z nim związki genetyczne. Historyczne, bo spora część moich przodków pracowała na kopalniach; genetyczne, bo… urodziłem się w Barbórkę, w poniedziałek o 5.30 na szychta.

Jaka jest, pana zdaniem, najbardziej charakterystyczna cecha Piekar Śląskich?
To pytanie lepiej byłoby zadać komuś, kto nas, Piekarzan, zna, ale może obserwować nas z boku. Mówić o sobie samym jest chyba najtrudniej. Jest taka para cech: pretensjonalność/naturalność. Pretensjonalny udaje kogoś, kim chciałby być; naturalny potrafi być sobą. W Piekarach spotkałem sporo osób, które nikogo nie udają, i to chyba najpiękniejsza nasza cecha.

Czy czuje pan dziś jeszcze różnice między dzielnicami? Jakby pan miał doradzić miastu - jak budować wspólną tożsamość w tak zróżnicowanym mieście?
Każda tożsamość potrzebuje mieć swój rdzeń, swoją opowieść, swoją unikalność. Piekary potrzebują czegoś, co odróżni je od sąsiadów. Lekko nie jest. Bytom ma dziesiątki niezwykłych miejsc, budynków, opowieści. Podobnie Tarnowskie Góry. Siemianowice dokonały skoku i potrafią przyciągnąć uwagę. Piekary potrzebują czegoś, co pomoże im zabłysnąć, czymś, co je odróżni od sąsiadów. Bazylika to oczywiście niekwestionowany lider, ale ja do tego dodałbym: Chirurgię, Kopiec, Liceum im. Sobieskiego. Jaka szkoda, że współcześnie słabnie utożsamianie Dąbrówki z zagłębiem kapuścianym; to warzywo nadawało się doskonale na bohatera festiwalu kulinarnego, który głęboko byłby ukorzeniony w śląskiej tradycji kulinarnej, bo czy istnieje Ślązak, który odmówiłby sobie ciapkapusty?

Czy Piekary Śląskie to prowincja?
Piekary mają w sobie urok wsi; ciągle są tu miejsca, w których wszyscy się znają. Brzeziny, Brzozowice, Dąbrówka, Kamień, Kozłowa Góra to chyba najlepsze przykłady. Na te stare, śląskie osady i ich tradycje wpłynęła eksplozja przemysłowa, w trakcie której powstały megastruktury, czyli wielkie osiedla: Stare i Nowe Osiedla Wieczorka, Manhattan, Wschód, osiedle na zboczu wzgórza Matyjas. Piekary, nad czym ubolewam, nigdy nie dorobiły się naturalnego centrum, wokół którego kręci się życie publiczne; nie mamy w Piekarach Rynku, a takie znajdziemy u naszych sąsiadów w Bytomiu, Tarnowskich Górach, w Radzionkowie, a nawet w Czeladzi. Myślę sobie, że Piekary nigdy nie były prowincją, bo w ich pobliżu są wielkie organizmy miejskie: Bytom, Tarnowskie Góry, Katowice. Stąd Piekarzanie szukający uroków wielkich miast - wyrafinowanej sztuki, rozrywki, lepszych szkół, luksusowych sklepów - odwiedzali sąsiadów. Jako Piekarzanin powiedziałbym, że Piekary nigdy nie były prowincją, bo mieszkańcy mieli horyzonty intelektualne, które przekraczały ich najbliższe sąsiedztwo.

Piekary kojarzą się w regionie przede wszystkim z Bazyliką, Kalwarią i pielgrzymkami. Czy pana zdaniem to kulturowe i historyczne dziedzictwo miasta jest dostatecznie wykorzystane, czy Piekary mają potencjał na coś znacznie więcej niż tylko turystykę religijną?
Marzenie mam - tak chciałbym zacząć muzycznym cytatem z disneyowskiego filmu. Od lat mam marzenie stworzenia budynku, który opowiadałby i pokazywał w 3D Śląsk, jego mieszkańców i jego historię. Idealnym miejscem do tego celu byłaby cechownia KWK Julian. Jeśli kiedyś Stowarzyszenie się wzbogaci, to zainwestujemy w Piekarach w takie centrum, które - mam nadzieję - będzie zjawiskowe i przyniesie ze sobą i masowe zainteresowanie, i sukces finansowy. My, Ślązacy, powinniśmy się uczyć od tych, których ciekawa historia stała się fundamentem tożsamości. Sporo podróżuję po świecie i widzę wiele niezwykłych rzeczy. W tym roku m.in. odwiedziliśmy Irlandię i Islandię. Czego się tam nauczyłem i w jaki sposób ta wiedza byłaby użyteczna na Śląsku? Pielęgnuj lokalne rzemiosło, rękodzieło. Irlandczycy jako pamiątki oferują mnóstwo produktów z wełny, które są lokalnie wykonywane. Analogii ze Śląskiem nie muszę chyba podkreślać. Problem fundamentalnym dla Śląska, dla jego tożsamości, jest to, że mamy tu niewielu Ślązaków; zbyt rzadko naszą tożsamość traktujemy jako powód do dumy, a często jako balast. Tworząc Stowarzyszenie „Wrazidlok” chciałem pokazywać śląską niezwykłość, unikalność i jego zachwycającą różnorodność. Czy to się udaje? Mam nadzieję, że choć trochę.

Stowarzyszenie „Wrazidlok” organizowało ostatnio rajzę po modernistycznych Piekarach Śląskich. Czyli można tu odnaleźć ciekawe architektonicznie budynki. Jakie jeszcze Piekary mają nieodkryte perełki?
W ostatnich latach jako Stowarzyszenie działaliśmy na różnych polach: robiliśmy mapping, organizowaliśmy rajzy, pokazywałem też mój film. Co można pokazać jeszcze w Piekarach? Inwestycją turystyczną miasta jest leśny trakt pieszo-rowerowy na Świerklaniec. Doskonały pomysł, świetnie zrealizowany. Na tej trasie znajduje się miejsce z najpiękniejszym zachodem słońca na Śląsku, które odbija się w wodach pocegielnianego stawu. Uważam, że powinniśmy też opowiadać o historii Śląska z piekarskiego Kopca. Za mało w Piekarach korzysta się z spuścizny donnersmarckowskiej - a szkoda. Bardzo mnie interesuje, jak Piekary wykorzystają historyczną szansę, jaką jest zagospodarowanie terenów po KWK Julian. Piekary powinny też być dumne z dziedzictwa Kasy Brackiej, której wciąż żywym pomnikiem jest Szpital Chirurgii Urazowej.

Gdyby miał pan oprowadzić po Piekarach Śląskich kogoś z zewnątrz - i omijać utarte szlaki do jakich konkretnych miejsc w dzielnicach zaprowadziłby pan go w pierwszej kolejności?
Jestem kiepskim przewodnikiem, źle planuję rajzy, jeszcze gorzej z ich realizacją opartą o plan. Piekary to dla mnie „ocean wspomnień”; za każdym razem, kiedy komuś pokazuję miasto mojego urodzenia, pokazuję coś innego i opowiadam inne historie. Śląsk jest unikalny, bo starły się tu różne tradycje, języki, nacje - to my, Ślązacy, powinniśmy głośno i wyraźnie mówić o europejskiej tożsamości, bo my Europą byliśmy od samego początku. Jak rzadko na Śląsku mówimy o Celtach, o naszym czasie w państwie wschodniofrankijskim, wielkomorawskim. Kto dziś pamięta, że artefakty z czasów Imperium Rzymskiego znaleziono w Dąbrówce Wielkiej? Proponuję taki schemat oprowadzania po mieście: szlaki wiary, wielkie zdrowie - historia Kasy Brackiej, szkoły, kościoły, przemysł, Obszar Warowny Śląsk. Myślę, że rozpisałbym te szlaki ze szczegółami w dzień lub dwa.

Śląskość w Piekarach zawsze była mocna, autentyczna i obecna w codziennej godce. Jak według pana zmienia się ta tożsamość wśród młodszych pokoleń piekarzan i co możemy zrobić, by nie stała się wyłącznie skansenem?
Jako typowy Piekarzanin po polsku mówić nauczyłem się, mając lat 16. Było to w szkole średniej i wsparte zostało groźbą polonisty: „bo nie dostaniesz nawet czwórki u mnie”. Śląskość potrzebuje treści, narracji, potrzebuje zadeklarowanych Ślązaków. Śląskość, jak ja ją widzę, musi być na tyle atrakcyjna, że nawet ludność napływowa zacznie się utożsamiać z naszymi tradycjami. Nie wierzę w śląskość hermetycznie etniczną, opartą tylko o tych, których wiele pokoleń wstecz mieszkało nad Rawą i Brynicą.

Jako ekspert ds. PR i marketingu - jak ocenia pan markę Piekar Śląskich na mapie Metropolii GZM? Co miasto robi dobrze w swojej promocji, a w jakim obszarze kuleje, porównując się z sąsiadami?
Często o tym mówię: nie nauczyliśmy się modelować turystyki, tworzyć produkty, które wpisują się w model turystyki dnia jednego; potem trzeba budować oferty weekendowe. Kiedy byliśmy na Islandii, żartowałem sobie, że ten kraj to „hołda hasio” - hałda powulkanicznego popiołu, a jednak ten kraj, mający populację porównywalną z Katowicami i Chorzowem, przyciąga rocznie miliony turystów. Czym? Górką popiołów, huraganowymi wiatrami, drogim jedzeniem? Ze smutkiem powiem, że komunizm zniechęcił nas do aktywności społecznej. Wciąż oceniam, że ilość zaangażowanych jest niewielka. Ważnym narzędziem budowy tożsamości miasta i regionu jest Radio Piekary i piekarski Dom Kultury.

Piekary przez dekady żyły z górnictwa i hutnictwa, co zostawiło trwały ślad w tkance miejskiej i społecznej. Jak transformacja poprzemysłowa wpłynęła na miasto i jego tożsamość i co dzisiaj może być jego nową, postindustrialną siłą?
Największą śląską bolączką jest niedostatek w rozwoju gospodarki opartej o wiedzę. Piekary już nie stoją węglem, nie ma Andy, Julki - naszych kopalń; potrzebujemy firm, których korzenie sięgają śląskich uczelni. Potrzeba rewitalizacji tkanki miejskiej, projektów ożywiających śródmieście, ożywienia małego, lokalnego handlu, lokalnej wytwórczości. Nic tylko korzystać z tego, co w Irlandii i Islandii działa. Niestety czasy wojen, powstań i powojnie wielokrotnie przetrzebiały regionalne elity. Potrzebujemy mądrych ludzi, którzy Śląsk nie traktują tylko jako trampolinę, a wspaniały ogród potrzebujący mądrego ogrodnika.

Czy Stowarzyszenie „Wrazidlok” planuje w najbliższym czasie konkretne inicjatywy, wycieczki lub projekty dotyczące Piekar Śląskich?
Wspomniałem o moim największym marzeniu: stworzeniu widowiska 3D pod dachem, które opowiadać będzie historię Piekar i Śląska, a stanowić będzie uzupełnienie oferty turystycznej miasta. Późną jesienią mam nadzieję pokazać w Piekarach mój nowy film Dwanosta śwjycka.

Co z piekarskiego domu i tradycji zabrał pan ze sobą w świat i co do dziś najbardziej wzrusza pana lub napawa dumą, gdy wraca pan w rodzinne strony?
Myślę, że my, Ślązacy, przetrwaliśmy już najgorsze; czas teraz budować, rozkwiecać naszą tożsamość. Jestem prosty synek s Pjekor, robotny, we gowje mom tyla rzecy do zrobjynio, jak yno Pnon Bocek do to jesce pora rzecy sam zrobja. Amyn.

Łukasz Zimnoch
Łukasz Zimnoch
Mosty wspolpracy NGO

Może Cię zainteresować:

Rusza bezpłatny projekt „Mosty Współpracy NGO” dla lokalnych organizacji

Autor: Redakcja

01/08/2026

Rezerwacje kortow przez aplikacje 870x400

Może Cię zainteresować:

Od 1 sierpnia rezerwacja kortów i boisk MOSiR możliwa tylko przez aplikację

Autor: Redakcja

30/07/2026

Remont dk94 piekary2

Może Cię zainteresować:

DK94: Piekary Śląskie zaczęły remont, a Siemianowice chcą zbudować nowe rondo na krajówce

Autor: Daniel Lekszycki

10/07/2026

Subskrybuj piekary.info

google news icon
Reklama